Chwile wypatrzone

Śledząc moją twórczość, czy to na kanale YouTube, czy na tym blogu, możecie dostrzec, że nie do końca jest mi po drodze z nowymi technologiami, a już na pewno nie w sferze kontaktów międzyludzkich. Jednak jadąc nie tak dawno, w pięknych okolicznościach przyrody, dostrzegłem pewną niedogodność. Otóż, jeśli miałbym wybrać jeden wytwór technologiczny na miarę XXI wieku, jeszcze nie odkryty bądź stworzony, to niewątpliwie byłaby to możliwość uchwycenia oczami chwili i zapisania jej jako klatka filmu bądź zdjęcie. Dlaczego akurat tak? Mimo, że czasem posiadam przy sobie aparat to nie zawsze mogę zatrzymać się na poboczu by uchwycić właśnie owy moment. I zazwyczaj są to aranżacje ze wszech miar urokliwe bądź nad wyraz szybko ulotne. Pozwólcie, że posłużę się dwoma przykładami.

Pierwszy ujrzałem gdy jechałem uroczym zakątkiem gdzieś na rubieżach północno-wschodniej Polski. Na niebie rozpościerające się chmury kłębiaste, zza których co rusz wyglądało słońce, tworzyły niesamowity spektakl cieni i świateł. Delikatnie pofałdowany, zielony teren, przyprószony subtelnie śniegiem, a na nim przeplatające się łąki i lasy. Długa prosta, raz pod górkę, raz z górki. W siodle, miedzy dwoma wzniesieniami, znajdował się nieduży zagajnik wyłoniony spośród większego skupiska drzew, sąsiadujący z trawiastym zboczem. Pnie rozmieszczone rzadko, ustawione losowo, jeszcze pozbawione liści, z bujnymi koronami. Całość zalana wodą gdzieniegdzie ściśniętą minusową temperaturą, a w samym środku, w niewielkiej odległości, jakby malowana na obrazku pływała parka łabędzi skąpana w blasku promieni słonecznych, odbić na wodzie i grze świateł. Zaiste widok czarujący.

Innym razem niebo postanowiło obrazić się na panującą aurę i zasnuło chmurami różnego pochodzenia, jakby chciało powiedzieć, że to ono dziś ma więcej do powiedzenia, a przy tym dać upust swoim artystycznym zmysłom. Na tle warstw w różnych odcieniach szarości i stalowej barwy, majestatycznie szybowały jasne sylwetki smoków utkane z obłoków. Raz po raz rozpościerały wachlarzowate skrzydła, wyciągały szyje czy zionęły płomieniami by w ostateczności wkroczyć w przestwór gasnącego oceanu stalowoszarych tumanów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *