Mysz podróżniczka

Dobry wieczór wszystkim. Spóźnione, lecz szczere życzenia z okazji nowego roku składam Wam. Cytując tekst piosenki: nadziei na wszystko i miłości osoby, która zawsze jest blisko.

A teraz do sedna. Moja absencja spowodowana była różnymi czynnikami, o których nie omieszkam wspomnieć w nadchodzącym filmie. Ukaże się on niebawem. Tym wpisem pragnę kontynuować serię opisów zdjęć, które drzewiej zamieszczałem na swoim koncie w Instagramie. Rzecz jasna wykonanych „kalkulatorem” do dzwonienia.

Dziś przeniosę Was w obszary dość groźnie brzmiące, a mianowicie depresji. Nie, nie tej ludzkiej acz geograficznej, a dokładniej, Żuław Wiślanych.

Ów region miałem przyjemność odwiedzić czas temu, wożąc płody rolne 40-tonowym „zestawem”. Jeśli ktoś byłby rad odświeżyć sobie obrazy z tamtego regionu, polecam zobaczyć odcinek 9. serii „Wolnego jazda ciężarówką”. Dla przypomnienia:

Co jednak ma wspólnego z tym wszystkim rzeczona mysz podróżniczka? Ówczesną pasażerkę na gapę dojrzałem podczas załadunku ziarna w gospodarstwie, we wsi Jasionno. Patrząc na sposób załadunku (sypanie z dużej wysokości dość znacznych porcji), nie dawałem dużych szans na przetrwanie zbłąkanemu gościowi. Zdążyłem tylko uwiecznić chwilę, w której bezskutecznie próbował wydostać się z gondoli naczepy.

Jakież było moje zdziwienie gdy, już w porcie gdyńskim, podczas pobierania próby zboża, ów gość czmychnął niepostrzeżenie i ukrył się gdzieś wśród stalowych olbrzymów na dwunastu kołach. Pomyślałem wtedy: to sobie zafundował wycieczkę, nicpoń jeden.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *