Nabrzeża jak kraje

Czas na kolejną porcję wspomnień z czasów kiedy jeździłem z płodami rolnymi do portu w Gdyni. Pierwsze zdjęcie przedstawia oczekiwanie na rozładunek na Nabrzeżu Francuskim, natomiast drugie tuż przed wysypem do kosza po przeciwnej tego pierwszego, ale już w innym dniu i inną ciężarówką.

Ciekawym wydaje się być nazewnictwo nabrzeży portowych. Mamy tu plejadę krajów skandynawskich, rodzynka z Beneluxu o fladze w odwróconych kolorach niemieckich czy wreszcie głównego projektanta mariny Tadeusza Wendę.

Tego dnia, podczas oczekiwania pojawiła się, ni stąd ni zowąd mgła, a z niej wyłaniające co rusz statki i okręty wpływały do awanportu, by dalej móc przemierzyć bezkres Morza Bałtyckiego. Odeszła tak szybko jak się pojawiła.

W drugim przypadku dobrze widać proces rozładunku. Przy nabrzeżu stał masowiec, czyli statek, który transportuje masowy, suchy ładunek luźny, obok pracowały żurawie załadunkowe, pod nimi były kosze, a na końcu tego łańcuszka kolejka ciężarówek stojąca niczym szereg podczas apelu wojskowego. Gdy przyszła kolej podjeżdżało się tyłem do kosza, „kiprowało” ładunek, po czym łycha żurawia zabierała go do ładowni statku.

Jednostka pływająca widoczna na zdjęciu to masowiec „Universal Baltimore”, zwodowany w 2011 roku, pływający pod banderą maltańską i mający 19 132 t tonażu netto. Wtedy woziliśmy na niego pszenicę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *