Sentymentalna podróż w czasie

Simson SR50 B3

Witam wszystkich.

Zdjęcie wykopałem z czeluści dysku twardego komputera i odezwał się sentyment. Postanowiłem się z Wami nim podzielić.

Mój pierwszy pojazd mechaniczny z silnikiem. Nie dajcie się zwieść zdjęciu, nie zawsze tak wyglądał. Ale od początku. Od dziecka chciałem mieć jeżdżące „dwa kółka”. W szkole podstawowej moje marzenia skierowane były w stronę motorynki, tej najpopularniejszej, Romet Pony. Z przyczyn finansowych nie mogłem niestety go zrealizować. Po pewnym czasie moja sympatia powędrowała do pojazdu nowocześniejszego, o większym prestiżu „podwórkowym”, Dezamet Stella. Jednak z przyczyn, które nie ustały z poprzedniego marzenia nie było mi dane zasmakować ówczesnej, miniaturowej myśli technicznej.

Wkroczywszy w dorosłe życie i mogąc pozwolić sobie na pewien wydatek postanowiłem działać. Wybór padł na Simsona SR50, ze względu na przeznaczenie, wygląd i konstrukcję, która przypadła mi do gustu, a tak mocno różniła się od wszechobecnych „kosiarek”. Następca Simsona KR 51 Schwalbe (Jaskółka). Z nim z kolei miałem do czynienia jako dziecko. Brat cioteczny sadzał mnie przed sobą i już mogliśmy sunąć po wiejskich drogach, gdzieś na południu Mazowsza. Decyzja zapadła, szukam ogłoszeń. Po przewertowaniu kilku trafiłem na SRa, ponoć w bardzo dobrym stanie, nieopodal Bartoszyc. Szybki kontakt, umówienie i już następnego dnia melduję się PKSem u sprzedawcy. Na miejscu okazało się, że stan, owszem, jest, ale nie taki o jakim byłem zapewniany. Cóż począć. Pierwszy pojazd, nadzieje, marzenia … biorę. Pierwsze dni upłynęły pod znakiem doprowadzania go do porządku i drobnych prac lakierniczych. Trudno w to uwierzyć, ale kolorystycznie to był prawdziwy misz masz. Od czerwonego, przez niebieski, po żółty. Gdy już na dobre wsiąkłem w temat, postanowiłem przeprowadzić remont kapitalny. Motorek rozebrałem na części, elementy do polakierowania zawędrowały do zaprzyjaźnionego lakiernika w garażu obok, a ja wziąłem się za wymianę elementów na nowe, a tym których nie można było kupić zafundowałem regenerację w postaci polerowania karterów, dekli, tłumika czy tłoków i korpusów amortyzatorów. Dla wnikliwych dodam, że pasta polerska Feracla G3 nadaje się do tego znakomicie. Całość otrzymała barwy zielono srebrne z katalogu lakierów Skody. Takie akurat lakiernik miał pod ręką. Dopełnieniem prac było zaznaczenie napisów na oponach na kolor biały. Oczywiście nie obeszło się bez ingerencji w serce. Silnik otrzymał głowicę i cylinder przystosowane do pojemności 60 cm³, przeciwwagi wału korbowego wypełniłem korkiem zalanym żywicą epoksydową z laminatem, a kanały dolotowe i wydechowe oraz denko tłoka wypolerowałem na tzw. lustro. Całość zwieńczyła przednia zębatka o większej ilości zębów. Tak przygotowany „Simek” osiągał zawrotne 80 km/h. Między czasie, podczas naprawy w zaprzyjaźnionym warsztacie w Mrągowie został wymieniony gaźnik na nowocześniejszy i wydajniejszy marki Bing. Z remontem tym wiąże się jeszcze jedna historia. Skuter trafił do mechanika z powodu braku iskry. Po wnikliwej analizie potwierdziło się, że … zdmuchiwało ją z elektrody. Sprawcą zamieszania była cewka zapłonowa, źle dobrana przez sprzedawcę, która dawała za mocną iskrę. Ponoć pochodziła z Wartburga.

Normalną koleją rzeczy Simson został sprzedany, a w zamian zakupiłem swoje pierwsze auto (biała Renault 19 Phase I Chamade), ale o tym może też kiedyś opowiem. Z perspektywy czasu żałuję tej decyzji, ale cóż począć.

Z technikaliów warto wspomnieć, że była to wersja B3 z 6V instalacją elektryczną, czterobiegową, manualną skrzynią biegów. Rocznik prawdopodobnie ’89.

Tak sobie myślę, że pierwsze pojazdy dla młodych ludzi powinny być na wzór wyżej opisanego. Ileż to praktycznych rzeczy człowiek się nauczył w trakcie eksploatacji.

Cytując moją nauczycielkę j.polskiego: -„Tym optymistycznym akcentem …”

Pozdrawiam i dobrej nocy życzę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *